Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joanna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą joanna. Pokaż wszystkie posty

26 maja 2012

WŁOSOMANIACTWO: aktualizacja włosów, odcinek 5

Piękny, ciepły i słoneczny maj, wszystko kwitnie i łapie kolory, więc czas zobaczyć co w trawie piszczy i zaktualizować majowe włosy ;-)

Jeszcze w lutym moje włosy wyglądały tak:


Pielęgnacje z tamtego okresu możecie przeczytać w drugim odcinku włosomaniactwa >> TUTAJ 

A teraz włosy wyglądają tak...



Od tamtego czasu nakładałam na włosy już hennę Chna, a później farbę Płomienną Iskrę, więc byłam przez jakiś czas znowu typowym, pomarańczowym rudzielcem.
Teraz, na jakiś czas mam w planach porzucenie rudych odcieni i zmierzenie ku ciemnemu blondowi. Mam nadzieję, że jakoś w czerwcu będę mogła się już pochwalić jasnymi włosami, a tymczasem lista kosmetyków, które używałam w ostatnim czasie.

Wszystkie te produkty, mogę z ręką na sercu polecić, żaden nie był bublem, wszystkie spisywały się świetnie i nie odczułam w kondycji włosów zniszczenia po rozjaśnianiu ;-)

Szampony:
Natei Naturals - Szampon do włosów suchych i zniszczonych z olejkiem migdałowym i z orzechów makadamia
BingoSpa - Szampon jajeczny z kolagenem >> KWC

Maski: 
BingoSpa - Maska ze spiruliną i keratyną
(niebawem pojawi się jej recenzja, bo ta maska stała się dla mnie absolutnym hitem)
Marion - Regenerująca maska ożywiająca kolor włosów farbowanych >> KWC

Oleje:
BingoSpa - Olej ze słodkich migdałów >> BLOG
Olej rycynowy
+ jedwab CHI

Odżywki:
Joanna - Odżywka jajeczna z apteczki babuni >> KWC
CHI - Curl preserve system do włosów kręconych >> BLOG


Dla spragnionych wiedzy, zapraszam do pozostałych odcinków włosomaniactwa:

  1. Lista kosmetyków do włosów kręconych >> TUTAJ
  2. Akcja anty-puch >> TUTAJ
  3. Słów kilka o olejowaniu włosów >> TUTAJ


* * *

A Wam jak idzie pielęgnowanie włosów? Odkryłyście ostatnio jakiś produkt, który stał się Waszym kosmetykiem wszechczasów? 

05 lutego 2012

TAG: Dobre, bo POLSKIE

Zostałam już jakiś czas temu otagowana przez Kamyczka, a że TAG naprawdę ciekawy, bo polega na pokazaniu 5 dobrych polskich produktów. Uważam, że polskie kosmetyki nie są złe, a czasami dużo lepsze od swoich zagranicznych kolegów, niestety cały czas mocno niedoceniane. Aż chce się zacytować: "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie", zatem do dzieła...

Zasady:
1. Napisz kto Cię otagował.
2. Wymień 5 polskich kosmetyków (pielęgnacja/kolorówka) i krótko opisz dlaczego je polecasz. Zamieść zdjęcia.
3. Otaguj 5 blogów - poinformuj je.

  

MOJE TOP 5:
1. Szampony BARWA NATURALNA. Uwielbiam, używam już od dłuższego czasu. Poznałam je w momencie, gdy zaczęłam zwracać uwagę na składy i szukałam czegoś odpowiedniego do pielęgnacji i oczyszczania włosów kręconych. Trafiłam na te cuda, których cena waha się w granicach 3-5zł. Długo ich nie zamienię na inne ;-)

2. Farba "Płomienna iskra" - JOANNA. Wszystkie osoby farbujące się na rudo dobrze znają ból szybkiego wypłukiwania się farby, wyblakłego koloru i nie tak ognistych włosów jakie miały być. U mnie stan ten się nieco bardziej spotęgował, bo chciałam być ruda zaraz po rozjaśnianiu z czarnego koloru, więc kolor nigdy nie był idealny, równomierny. Zaczęło się od szamponetek, aż trafiłam na tę farbę. Tak, trochę niszczy włosy, tak, nie ma idealnego składu, tak, jest szkodliwa dla włosów, ale... przecież to farba. Gigantyczne plusy za: kolor, intensywność, trwałość i cenę. Farba komicznie tania (ok. 6 zł), a jest to jedyna rudość, która utrzymuje się na moich włosach dłużej niż 2 mycia. Z resztą, chyba nie tylko ja już to wiem - zawsze mam problem, żeby ją kupić, bo jest zawsze wykupiona ;-)

3. Pomadki - GOLDEN ROSE - moja miłość od dawna, z resztą ich temat przewija się na blogu bardzo często. Zrobiłam już nawet post o TOP 5 POMADEK NUDE, z czego 4 to właśnie GR ;-) Polecam, jedne z lepszych z niższej półki, duży wybór kolorów, niska cena (6-7zł), nie chcę nic więcej. Ja je uwielbiam.


4. Bloker - ZIAJA. Czyli coś, co jest śmiesznie tanie jak na swoje działanie. Polecam wszystkim, którzy jeszcze go nie wypróbowali. Nie piszę więcej - same go sprawdźcie :)

5. Cienie do powiek - INGLOT. Tak, tak to również polska firma. Założycielem jest Wojciech Inglot, a firma znana na cały świat. O cieniach nie muszę chyba dużo pisać? ;-) Baaardzo duży wybór kolorystyczny, możliwość tworzenia własnych palet, niska cena w porównaniu do jakości, trwałe, intensywne. Ja je po prostu kocham ;-)


TAGUJĘ:
Wszystkie osoby, które przeczytają ten post :D Jest to tak genialny TAG, że powinien być jak najbardziej rozpowszechniony ;-)
A przed TAGiem na 100% nie ucieknie (jeżeli już robiłyście TAG, to przepraszam za wtopę, ale mam małe blogowe zaległości ;-):
http://yesiwantyouback.blogspot.com/
http://barwne-zycie-moje.blogspot.com/
http://inviernobeauty.blogspot.com/
http://zolzanna.blogspot.com/
http://reedlipstick.blogspot.com/

03 lutego 2012

STYCZNIOWE ZUŻYCIA


Z Nowym Rokiem i mi się udało ogarnąć w końcu jakieś zużycia! Do tej pory cały czas kupowałam, a miejsca w szafkach było coraz mniej. W styczniu unikałam sklepów wszelakich i... udało się! Trzeba przyznać, że głównie i tak produkty pielęgnacyjne, z kosmetyków do makijażu szuflady uszczupliły się jedynie przez 2 podkłady, jednak na zużycie cieni, albo pomadek nawet nie liczę:D

Maybelline New York - Dream Matte Mousse - czyli najzwyklejszy podkład w musie. Pełną recenzję produktu możecie przeczytać TUTAJ. Ponowny zakup: RACZEJ NIE

Butterfly Make-up Pudrowy podkład nawilżajaco-wygładzający - trafił do mnie przez totalny przypadek, kiedyś dorzuciłam go do jakiś internetowych zakupów. Nie będę robić o nim oddzielnej recenzji, bo nie ma sensu - podkład, a właściwie lekki fluid, delikatnie matuje, nie utrzymuje tego efekt zbyt długo, krycie bardzo małe. Jedyne co dobrze robi - wyrównuje koloryt skóry, więc dla skóry z problemami się kompletnie nie nada. Cena z tego co pamiętam mała, jakość mała. Ponowny zakup: NIE

Ziaja - De-makijaż uniwersalny - płyn do demakijażu oczu - czyli mała buteleczka przezroczystego płynu, który ja bardzo lubię i często do niego wracam. Cena niska, granice 5 zł, co prawda szybko się zużywa, ale dość dobrze zmywa makijaż. Z maskarami i eyelinerami też sobie radzi, ale płatki przy oczach trzeba chwilę przytrzymać, żeby produkt mógł "wchłonąć" w kosmetyk. Jego recenzję na pewno znajdziecie zarówno na blogach, jak i w filmikach na YT, bo swojego czasu przechodził swoje 5 minut. Ponowny zakup: TAK

Celia - Kolagen + świetlik - mleczko do oczyszczania twarzy i demakijażu oczu - Lekko tłustawa forma, jednocześnie dość lekka, dobrze zmywa makijaż, nie szczypie w oczy, nie podrażnia oczu (świetlik), cena niska (5-6zł), ja kupowałam go w jakimś supermarkecie, więc dostępność dość dobra, nie potrzeba dużej ilość produktu do zmycia makijażu, z tego co pamiętam z maskarami i eyelinerami też dawało sobie radę, dość wydajne, ponowny zakup: RACZEJ TAK

Ziaja - maska intensywny kolor do włosów farbowanych z olejem rycynowym, słonecznikowym, kondycjonerami i prowitaminą B5 - bardzo lubię i polecam, nie będę się rozpisywać, bo postaram się zrobić na dniach jej recenzję. W każdym razie - dobrze nawilża, wygładza włosy, przy regularnym stosowaniu rzeczywiście kolor wypłukuje się dużo wolniej (co jest dla mnie zbawieniem, bo farby rudo/czerwone na jakie ja się farbuje znikają natychmiastowo z włosów), niska cena, dość wydajna, ponowny zakup: TAK

Joanna Naturia - Maseczka nawilżajaca do włosów suchych i zniszczonych z miodem i cytryną - również postaram się ją dogłębniej opisać w recenzji - w każdym razie, jako maseczka do włosów suchych ma przed wszystkim nawilżać i rzeczywiście to robi, po regularnym stosowaniu widać poprawę w stanie włosów, tania, wydajna, ponowny zakup: TAK (ale chcę wypróbować innych rodzai)

Ziaja - krem nagietkowy nieperfumowany - cera normalna, sucha i wrażliwa - jak to kremy Ziaji - cena niska, naprawdę wydajny, tłusty, rzeczywiście bezzapachowy, przez swoją konsystencję średnio nadaje się na co dzień, zdecydowanie krem na noc, zostawia tłusty film na twarzy, nie zapycha. Ponowny zakup: RACZEJ TAK

Eveline - Oliwka + koenzym Q10 - krem przeciwzmarszczkowy na dzień - dość szybko go zużyłam, pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ, ponowny zakup: NIE

Joanna Styling Effect - krem podkreślający loki - coś, co ja, jako posiadaczka kręconych włosów bardzo lubię i nieraz ratuje mnie z opresji, kiedy włosy odmawiają posłuszeństwa i są wyjątkowo niesforne. Pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Bardzo lubię, ponowny zakup: TAK


Ufff i po styczniowych zużyciach, mam nadzieję, że luty przez to, że jest krótszy aniżeli styczeń nie wypadnie blado. Styczniowe zużycia uważam za zamknięte. A jak u Was z nimi jest? ;-)

14 stycznia 2012

JOANNA Multi Cream color - 44 INTENSYWNA MIEDŹ

Jako, że moje odrosty dawały o sobie znać, trzeba było temu zapobiec. Początkowo byłam nastawiony na zgaszony brąz, aby powoli wracać do swojego naturalnego koloru, ale kiedy zobaczyłam  pewien odcień - zmieniłam zdanie. :D

Moje włosy wcześniej farbowane Płomienną Iskrą - Joanny z serii Naturia, po ok. 2 miesiącach stały się nieco blade, kolor się mocno wypłukał, w niektórych miejscach miałam nawet blond włoski, po ognistej pomarańczy nie było śladu :) Odrost delikatnie ciemniejszy od reszty włosów, dlatego też bałam się, że nowa farba nie będzie wyglądała na całych włosach jednakowo. Myliłam się :D

Farbą na którą się skusiłam jest:
JOANNA MULTI CREAM COLOR - 44 INTENSYWNA MIEDŹ.
W opakowaniu znajdujemy 6% utleniacz w kremie, farbę do włosów z tubce, saszetkę maseczki pielęgnującej włosy, ulotkę i oczywiście rękawiczki.

Kolor na opakowaniu rudo-czerwony, delikatnie zgaszony. Jaki wyszedł na włosach? I tutaj się zrobił problem ze zdjęciami. Wszędzie kolor wychodzi inny. W świetle sztucznym i w pomieszczeniach kolor jest praktycznie idealny jak na pudełku. Zgaszony, rudawo-brązowy, z czerwonymi refleksami. W słońcu i przy użyciu lampy robi się bardziej pomarańczowy. Pierwsze zdjęcie najlepiej oddaje kolor. Z resztą widać, że jest bardzo podobny, do tego z pudełka.
najbardziej "wiarygodny" kolor
brązowo-rudawe refleksy w świetle dziennym
z lampą
 Kolor magiczny, na pewno nie jest nudny, ciekawa jestem tylko jak będzie z jego trwałością.

Jeżeli chodzi o samo farbowanie - farbę z tubki wyciskamy do butelki z utleniaczem. Później wystarczy wstrząsnąć kilka razy i oderwać "dzióbek" od nakrętki i nakładać bezpośrednio na włosy.

Jeżeli chodzi o aplikację - rozwiązanie z butelką oczywiście ułatwia sprawę, chociaż pod koniec ciężko wydobyć farbę ze środka, bo butelka jest dość twarda i ciężko ją "ścisnąć" :D Farby w tubce mamy 40 g, podczas wyciskania wydawała mi się olbrzymia ilość - a przy nakładaniu na włosy okazało się, że to wcale tak dużo nie jest. Przy moich włosach, opadających na ramiona, więc nie jakoś specjalnie długich, co prawda dość gęstych, ale farby było na styk. Posiadaczki dłuższych włosów mogą potrzebować dwóch opakowań.

Z początku nakładana farba na lekko zwilżone włosy była dość tępa, taka szorstkawa, przez co ciężko było wmasować ją we włosy. Dopiero później konsystencja była bardziej śliska i kremowa. Trzymałam farbę na włosach 30 minut. Producent zaleca trzymanie 20 minut, jeżeli ktoś chce uzyskać delikatny efekt, 30-40 jeżeli mocniejszy. Wolałam zdecydowanie coś ciemniejszego, bo ciągnie mnie do mocnych kolorów.
Podczas koloryzacji u mnie nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna, nie swędziała mnie skóra głowy - co mi się zdarzyło przy piance Schwarzkopfa. Ku mojemu zdziwieniu, zawsze przy farbowaniu na rudo-czerwone kolory miałam całe włosy upaćkane czerwoną mazią, tak tutaj nakładany produkt na włosy był... biały ;-) Nie było żadnego problemu ze zmyciem delikatnych kropek z czoła, które się porobiły przy nakładaniu farby na włosy. Mi wystarczył wacik i mleczko oczyszczające do twarzy. Produkt nie spływał z włosów. Zapach z początku niewyczuwalny, później delikatniej drażniący.

Jestem z tej farby zadowolona, czy wrócę do niej - okaże się jak będzie wyglądał kolor po kilku myciach.
Jeżeli chodzi o stan włosów tuż po koloryzacji - pozytywne zaskoczenie. Farba zawiera amoniak i fenylenodwuaminy, dlatego też obawiałam się nieco, że podczas spłukiwania znajdę sporo włosów na wannie, jak się niestety zdarzało i... znowu zaskoczenie - żadne włosy nie wypadły :D Włosy po wysuszeniu są miękkie, gładkie, sprężyste, a dołączonej do opakowania maseczki do włosów jeszcze nie używałam. Słyszałam, że ta farba wypłukuje się nieco dłużej niż seria Naturia - no zobaczymy... na pewno w co miesięcznej aktualizacji będziecie mogły zobaczyć kolor.

Dla zainteresowanych kolorem umieszczam tabelkę z proponowanymi kolorami z całej serii Multi Cream:


OPAKOWANIE ZAWIERA:
- tubę z farbą do włosów - 40g
- utleniacz w kremie w butelce z aplikatorem - 60 g
- maseczka pielęgnująca w saszetce - 15 g

CENA - 7-8zł


Miałyście? Planujecie zakupów? Jaka jest Wasza opinia? ;-)

09 stycznia 2012

Czas się publicznie przyznać do włosowego maniactwa ODCINEK 1

No niestety, również padłam ofiarą włosów :D Zaczęło się jakiś czas temu, z małymi przerwami, ale teraz zjawisko wyraźnie nasilone :D Moją pielęgnację włosów pokazywałam Wam już TUTAJ.
Tym razem pora się przyznać, że to włosomaniactwo, a co by mi się nigdy nie przestało chcieć, co miesięczne aktualizowanie stanu, gęstości i długości włosów i wystawianie tego na opinię publiczną może zmobilizować :D

Najbardziej w pielęgnacji zależy mi na gęstości i pozbyciu się całkowicie puszenia. Nie jestem stricte nastawiona na wzrost, bo już długie włosy miałam i lubię swoją aktualną długość, ale wcale się nie obrażę jak będą rosły szybciej :D

Aktualna długość włosów (przód nieco dłuższy od tyłu)
Jak widać włosy lubią się spuszyć, ale jest to stan po całym dniu, więc dla mnie i tak w miarę zadowalający, szczególnie przy aktualnej pogodzie, ale oczywiście zawsze mogłoby być lepiej :)

Zoom na końcówki:



Typowy rodzaj skrętu moich włosów:



Jeżeli chodzi o pielęgnację, na chwilę obecną używam:
3 szamponów naprzemiennie:
Ziaja - szampon do włosów farbowanych - słonecznikowy
Barwa naturalna - szampon do włosów suchych i łamliwych - len
CHI Curl Shampoo - szampon do włosów naturalnie kręconych i po trwałej ondulacji

2 odżywek naprzemiennie:
Marion - Moc klejnotów - Diamentowy blask, wzmocnienie i nawilżenie
Ziaja - b/s - intensywna regeneracja do włosów łamliwych

2 masek:
Marion, maski kupowane w saszetkach, wzmacniające włosy i odświeżające kolor
Joanna, Naturia, maseczka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych z cytryną i miodem

3 olei:
Olej kokosowy
Olej jojoba złoty
Olej rycynowy

Od paru dni używam jeszcze jedwabiu CHI

Aktualny kolor włosów jest skutkiem wypłukania się farby Joanna - Płomienna Iskra.  Ostatnie farbowanie ok. 2 miesięcy temu. Kolor bezpośrednio po farbowaniu:



Oczywiście nie używam wszystkiego naraz, staram się olejować włosy 1-2 razy w tygodniu, odżywka + jedwab przy każdym myciu, maski zazwyczaj 2x w tygodniu.
Teraz postawiłam na odżywianie od wewnątrz, a efekty i wprowadzone zmiany za miesiąc w aktualizacji :)

Was też dopadło włosomaniactwo?

21 grudnia 2011

Peelingi pod lupą: Body Club vs. Joanna
















Tak, zdecydowanie mam bzika na punkcie peelingów. Chociaż ciężko mi znaleźć taki, który rzeczywiście by "coś robił". I tak za każdym razem wracam do peelingu kawowego (dla niedoinformowanych, jak go zrobić, mój autorski opis na końcu posta :D).

Dzisiaj weźmiemy pod lupę peeling z Body Club (o BC pisałam już TUTAJ) o zapachu ziaren kawy i limonki, oraz peeling większości baaardzo dobrze znany - Joanna, peeling myjący z grejpfrutem.

CENA. Scrub z BC dostępny jest zazwyczaj w zestawach, ciężko go dostać pojedynczo (w zestawie zazwyczaj jest masło do ciała, 2xkule do kąpieli, myjka i żel pod prysznic; cena zestawu 30-40zł). Cena samego peelingu mniej więcej 7-8 zł.
Peeling z Joanny dostaniemy w graniach 4-5 zł, czyli bitwę cenową wygrywa Joanna.

POJEMNOŚĆ. Peeling z BC - 75ml, peeling z Joanny - 100 ml.

ZAPACH. Kto nie wie jak pachną scruby z Joanny niech je kupi, albo chociaż powącha przy możliwe okazji - cudowne, orzeźwiające, owocowe zapachy. Mój grejpfrutowy pachnie jak prawdziwy owoc, zapach nie jest sztuczny, zdecydowanie go lubię. Niestety nie mogę powiedzieć tego o BC... mój peeling ma pachnieć ziarnami kawy i limonką. Spodziewałam się orzeźwiającego zapachu, otrzymałam co innego - takie są skutki kupowania przez Internet :D Ten peeling pachnie po prostu.. jak męski żel do mycia, albo tanie, oczywiście męski perfumy z kiosku, fuuuuu. Brawa dla Joanny :D

WYDAJNOŚĆ. Raczej produkty remisują. Obydwa dość szybko się kończą, z resztą wielkością nie grzeszą, więc nie ma co się dziwić.

DZIAŁANIE. KONSYSTENCJA. Peelingi Joanny są drobnoziarniste, ale jak się nimi mocniej potrze to można osiągnąć całkiem ciekawy efekt. Porównałabym ten scrub do mieszanki mocno zmielonego cukru z żelem pod prysznic. Natomiast BC... ja jako gruboskórna, poszukująca dobrze złuszczającego peelingu, gdybym nie przeczytała na opakowaniu słowa "SBRUB" pomyślałabym, że jest to po prostu żel pod prysznic :D Baaaardzo mało drobinek peelingujących, przez co efekt średni, może byłby dobry dla cery wrażliwej, bo wątpię, żeby ją podrażnił, ale ja jestem kompletnie niezadowolona.

peeling z Joanny
peeling z Body Club
OPAKOWANIE. Joanny - dość twardawa butelka, otwierany do góry korek - średnio praktyczne i ekonomiczne Ciężko wydobyć resztki produktu, bo "ściskanie" opakowania nic daje, peeling nie zlatuje szybciej, trzeba po prostu poczekaaać. Jeżeli chodzi o BC nareszcie w czymś wygrywa :D tubka, z miękkiego tworzywa, łatwo wydobywa się, nawet resztki. Fanfary dla BC, nareszcie w czymś wygrał:D

SKŁADY:




PONOWNY ZAKUP. To nie jest mój pierwszy peeling z Joanny i na pewno nie ostatni. Po peeling Body Club na pewno nie sięgnę.

PODSUMOWANIE. Zdecydowanie wojnę wygrywa Joanna, Body Club a-kysz. Polecałam masło z BC, ale scrub odradzam zdecydowanie.


Jak już pisałam, ja lubię peelingi dobrze złuszczające, kupuję często coś sklepowego, ale i tak zawsze wracam do mojego najukochańszego kawowego (kawowo-cukrowego) peelingu.
przepissss:
mieszamy ze sobą: kawę (możemy wcześniej zaparzyć, chociaż ja tego nie robię - leniuch :D), cukier (jeżeli dodajemy cukier to kawy nie parzymy), można dodać cynamon i do tego wszystkiego dodajemy albo żel do mycia, albo można zmieszać z balsamem/masłem do ciała. oliwką - liczy się kreatywność, czym tam chcecie pachnąć. Jeżeli chodzi o proporcje to ja zazwyczaj daję 3-4 łyżki kawy, 1 łyżka cukru. Generalnie cukru ma być mniej niż kawy, bo wtedy to już w ogóle, tarcie maksymalne :D Po zabiegu: czyścimy łazienkę :D, balsamujemy się, możliwa jest też opcja peelingu kawowego zafoliowanego, tzn. po peelingu zawijamy się w folię spożywczą, taką z rolki (brzuch, uda, tyłek, co tam chcecie), siedzimy owinięte jak mumia pod kocykiem, żeby było cieplutko i po jakiejś godzinie się odwijamy i nakładamy balsam. Ja foliowania nie praktykuje, bo nigdy nie mam czasu :P

A jak wyglądają Wasze przygody z peelingami? Używacie tego z Joanny, albo z BC? Lubicie peeling kawowy? A może macie swój przepis?:)

10 grudnia 2011

Haul #6 + booonuuuusss /Joanna, Ziaja, Kolastyna, Ingrid, Essence, Vipera, L'Ambre

Ten tydzień nie był bogaty w zakupy, ale staram się ograniczać :D Wstawka z kolorówki, trochę pielęgnacji, czyli zapraszam na przegląd :D

1. Joanna, Naturia, Balsam do ciała z czarną porzeczką - nawilżający. 200 g, gęsty i przeeeślicznieee pachnący, zapach tak intensywny jak w peelingach Joanny :)

2. Ziaja, Szampon do włosów farbowanych, słonecznikowy, 500 ml. Lubię tę serię ziajowych szamponów, wykańczam figowy do włosów normalnych i skusiłam się teraz na słonecznikowy do włosów farbowanych. Na pewno pojawi się o nich recenzja!

3. Kolastyna, Perfect Satin, kolor: beż, 30ml. Nigdy nie miałam tego podkładu, dlatego, gdy zobaczyłam go na promocji postanowiłam kupić. Kolor beżowy, w sklepie wydawał się jaśniejszy, dlatego radzę na niego uważać :) Na razie mam mieszane uczucia, za jakieś dwa tygodnie coś o nim napisze jak wyrobię sobie opinię :D

















4. Ingrid, lakier pękający, impressive cracks
Ucieszyłam się kiedy go zobaczyłam. Same spójrzcie jaki świetny kolor, a wybór był naprawdę dużyyy i w dodatku 15 ml! Pięknie, prawda? No i to na tyle z jego plusów :D Jestem w szoku po pierwszym użyciu, na pewno zrobię jego recenzje, ale na szybko piszę - bubel - nie warto!
5. Essence, pędzelek do smokey eyes. Dużo o nim nie muszę pisać, bo ten produkt reklamy już nie potrzebuje. Dobrze znana większości fioletowa essencowa kulka. Po prostu polecam :)
6. Vipera, seria Sweet and Wet. numerek 6. Mój absolutny kolorystyczny hit wśród błyszczyków. Wygląda cudownie, zakochałam się w nim od samego maźnięcia :)
 7. I dobrnęliśmy do samego końca, ostatnią, 7 - szczęśliwą pozycją jest błyszczyk L'Ambre, seria Magic Shine.
Jeżeli któraś z Was jest spostrzegawcza, zauważyła na pewno, że na zdjęciu zbiorczym wszystkich kosmetyków, błyszczyk L'Ambre jest zdublowany i wcale nie oznacza to, że kupiłam dwa odcienie :D
Kiedy dzisiaj przez przypadek natrafiłam na niego, a kiedyś czytałam o nim jaki jest och i ach od razu go złapałam, poleciałam kasy, kupiłam i... wróciłam po drugi. A dlaczego? O tym już za chwilę... :D

Błyszczyk jest i moim absolutnym hitem już po pierwszej aplikacji. Ma mega intensywny kolor, a efekt, który zobaczycie na zdjęciu jest po JEDNYM pociągnięciu pędzlem. Recenzja pojawi się na dniach, bo jest tak cudowny, że nie mogę tego nie zrobić. :D

Odcień nr. 3, mocna, nasycona czerwień. Dla wszystkich wielbicielek czerwonych ust będzie to domniemam wymarzony kolor :D





I efekt na ustach...
Już się zakochałyście? 
To świetnie :D
Jako, że święta kojarzą mi się z kolorem czerwonym ogłaszam mini mini mini świąteczne rozdanie, w którym możecie zgarnąć błyszczyk (a właściwie pomadko-błyszczyk) firmy L'Ambre o tymże nasyconym, czerwonym kolorze.
Oto i rozwiązana została zagadka dlaczego wróciłam się po drugi :D Sama nie wiedziałam, że jest tak świetny, ale miałam czuja i chętnie się nim z kimś podzielę.

Tadam tadam czerwoną eksplozję KOMUŚ DAM! 
Co trzeba zrobić?
Wyjściowo każdy ma jeden los, jeżeli:
będziesz publicznym obserwatorem mojego bloga - jest to równocześnie warunek wzięcia udziału w rozdaniu. 
W komentarzu pod tym postem wystarczy napisać hasło "chcę", podać swój e-mail i nick pod jakim obserwujecie mój blog. 
Opcjonalnie dwa dodatkowe losy możecie otrzymacie za dodanie informacji na blogu (w formie posta) o mini mini mini wizażownym rozdaniu. 

Moich stałych widzów, których doskonale pamiętam po komentarzach nagradzam oczywiście i otrzymują + dwa losy, jeżeli tylko "chcą" :D

Na zgłoszenia czekam do 17 grudnia, może uda mi się jeszcze priorytetem zdążyć przed gwiazdką. :) 

Jak Wam się podoba haul? Miałyście któryś z tych produktów?

15 listopada 2011

Pielęgnacja włosów #1

Ciężko stwierdzić od kiedy stałam się włosomaniaczką, chociaż myślę, że nie jestem jeszcze w bardzo zaawansowanym stadium, jestem do odratowania :D

Jestem posiadaczką włosów kręconych, ewentualnie falowanych. Osoby, które nie mają prostych włosów na pewno mnie zrozumieją ;-) Te włosy po prostu mają... humory :D Raz zakręcą się w przepiękne spirale, drugi raz są to marne fale. Oczywiście dążę do spirali. Aż sama się dziwię, że to piszę,bo jeszcze z półtora roku temu prostowałam włosy i nie mogłam zdzierżyć tego, że JA NIE MAM PROSTYCH WŁOSÓW!

Moja pielęgnacja nie może być przeładowana, bo moje włosy tego nie lubią. Lubią się obciążać, wysuszać, a w szczególności żyć swoim życiem. ;-)
Włosów nie prostuję, nie suszę (ewentualnie w sytuacji awaryjnej), nie używam pianek, ani lakierów.
Farbuję, namiętnie od dłuższego czasu. Byłam już brązowa, bordowa, czerwona, czarna, teraz jestem sprana ruda, bo jestem już miesiąc od farbowania. Teraz robię przyczajkę na hennę. Naturalny kolor włosów - popielaty blond. 

Pozwólcie, że przedstawię powód dzisiejszego posta:



Na samym początku podstawa mojej włosowej pielęgnacji. Olejek rycynowy. Nakładany sam na końcówki włosów, lub z jakimiś dodatkami jako maseczka, a następnie dokładnie zmywany. Biedny, ma zadanie specjalne zawsze - ratowanie włosów po koloryzacji. :D

Jeżeli chodzi o szampony - wybieram zazwyczaj najprostsze, nie szukam żadnych specyfików, bo na mnie nie działają. Bardzo lubię ziołowe szampony - Barwy, tym razem jednak przedstawiam Wam dwa szampony Ziai, których ostatnio używałam. Mi szampon do włosów normalnych, figowy sprawdził się znacznie lepiej niż ten intensywnie regenerujący.

Nie ma dla mnie pielęgnacji bez odżywki. Chwilowo wykańczam odżywkę Hbm, oraz moje nowe odkrycie Marion - odżywka diamentowy blask. Mam jeszcze kilka zalegających odżywek, ale jakoś te są na głównym planie ostatnio. Ja, jak to ja, nakupuje, nakupuje, a później stoi.... ;-)


Jak już wcześniej pisałam - dla mnie maska do włosów jest ważniejsza niż odżywka, bo po prostu lepiej na mnie działa. Oprócz domowych maseczek mam na chwile obecną swoje dwie ulubione. Jedna niestety już dotknęła dna - Ziaja, regenerująca kolor, oraz maska z Mariona, którą pokazywałam w ostatnim haul, również ożywiająca kolor .Uwielbiam efekt "po", po jednym i drugim produkcie.
Nie stylizuje włosów na co dzień, bo loki tak naprawdę ciężko ułożyć. U mnie nie istnieje słowo "styling", co najwyżej "okiełznanie" włosów :D Pomaga mi w tym produkt z Joanny, o którym pisałam TUTAJ i Schwarzkopf przeciwko puszeniu się włosów, o którym na pewno napiszę. ;-)

Jak Wam się podobał krótki przekrój przez moją włosową pielęgnację? Nie wgłębiałam się w same produkty, bo na pewno pojawią się ich recenzje jak tylko je wykończę.
Szczerze przyznam, że bardzo często zmieniam sposób pielęgnacji i szukam cały czas sposobu idealnego. Mam parę asów w rękawie i niebawem rozpocznę nową pielęgnację włosów, dlatego zapewne pojawi się UPDATE ;-)  Nie lubię stosować cały czas tych samych produktów, bo ja się nudzę i moje włosy... ;-)