Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maybelline. Pokaż wszystkie posty

29 maja 2012

MAKIJAŻ: ciemne granice

Na dworze kolorowo i słonecznie, a u mnie na oku ciemne kolory, wprost idealne na mój burzowy nastrój :D


Lista kosmetyków:
puder - Inglot transparentny 121
bronzer - Virtual Magic Shine 51
róż - Mon Ami mozaika
tusz - Maybelline Vollum' Express
błyszczyk - Vipera Sweet and wet nr 6 albo 9 :D
kredka - Mon Ami nr 5
cienie - Inglot
numery:
502 double sp.
434 pearl
358 matte
453 pearl








Jak Wam się podoba?

03 lutego 2012

STYCZNIOWE ZUŻYCIA


Z Nowym Rokiem i mi się udało ogarnąć w końcu jakieś zużycia! Do tej pory cały czas kupowałam, a miejsca w szafkach było coraz mniej. W styczniu unikałam sklepów wszelakich i... udało się! Trzeba przyznać, że głównie i tak produkty pielęgnacyjne, z kosmetyków do makijażu szuflady uszczupliły się jedynie przez 2 podkłady, jednak na zużycie cieni, albo pomadek nawet nie liczę:D

Maybelline New York - Dream Matte Mousse - czyli najzwyklejszy podkład w musie. Pełną recenzję produktu możecie przeczytać TUTAJ. Ponowny zakup: RACZEJ NIE

Butterfly Make-up Pudrowy podkład nawilżajaco-wygładzający - trafił do mnie przez totalny przypadek, kiedyś dorzuciłam go do jakiś internetowych zakupów. Nie będę robić o nim oddzielnej recenzji, bo nie ma sensu - podkład, a właściwie lekki fluid, delikatnie matuje, nie utrzymuje tego efekt zbyt długo, krycie bardzo małe. Jedyne co dobrze robi - wyrównuje koloryt skóry, więc dla skóry z problemami się kompletnie nie nada. Cena z tego co pamiętam mała, jakość mała. Ponowny zakup: NIE

Ziaja - De-makijaż uniwersalny - płyn do demakijażu oczu - czyli mała buteleczka przezroczystego płynu, który ja bardzo lubię i często do niego wracam. Cena niska, granice 5 zł, co prawda szybko się zużywa, ale dość dobrze zmywa makijaż. Z maskarami i eyelinerami też sobie radzi, ale płatki przy oczach trzeba chwilę przytrzymać, żeby produkt mógł "wchłonąć" w kosmetyk. Jego recenzję na pewno znajdziecie zarówno na blogach, jak i w filmikach na YT, bo swojego czasu przechodził swoje 5 minut. Ponowny zakup: TAK

Celia - Kolagen + świetlik - mleczko do oczyszczania twarzy i demakijażu oczu - Lekko tłustawa forma, jednocześnie dość lekka, dobrze zmywa makijaż, nie szczypie w oczy, nie podrażnia oczu (świetlik), cena niska (5-6zł), ja kupowałam go w jakimś supermarkecie, więc dostępność dość dobra, nie potrzeba dużej ilość produktu do zmycia makijażu, z tego co pamiętam z maskarami i eyelinerami też dawało sobie radę, dość wydajne, ponowny zakup: RACZEJ TAK

Ziaja - maska intensywny kolor do włosów farbowanych z olejem rycynowym, słonecznikowym, kondycjonerami i prowitaminą B5 - bardzo lubię i polecam, nie będę się rozpisywać, bo postaram się zrobić na dniach jej recenzję. W każdym razie - dobrze nawilża, wygładza włosy, przy regularnym stosowaniu rzeczywiście kolor wypłukuje się dużo wolniej (co jest dla mnie zbawieniem, bo farby rudo/czerwone na jakie ja się farbuje znikają natychmiastowo z włosów), niska cena, dość wydajna, ponowny zakup: TAK

Joanna Naturia - Maseczka nawilżajaca do włosów suchych i zniszczonych z miodem i cytryną - również postaram się ją dogłębniej opisać w recenzji - w każdym razie, jako maseczka do włosów suchych ma przed wszystkim nawilżać i rzeczywiście to robi, po regularnym stosowaniu widać poprawę w stanie włosów, tania, wydajna, ponowny zakup: TAK (ale chcę wypróbować innych rodzai)

Ziaja - krem nagietkowy nieperfumowany - cera normalna, sucha i wrażliwa - jak to kremy Ziaji - cena niska, naprawdę wydajny, tłusty, rzeczywiście bezzapachowy, przez swoją konsystencję średnio nadaje się na co dzień, zdecydowanie krem na noc, zostawia tłusty film na twarzy, nie zapycha. Ponowny zakup: RACZEJ TAK

Eveline - Oliwka + koenzym Q10 - krem przeciwzmarszczkowy na dzień - dość szybko go zużyłam, pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ, ponowny zakup: NIE

Joanna Styling Effect - krem podkreślający loki - coś, co ja, jako posiadaczka kręconych włosów bardzo lubię i nieraz ratuje mnie z opresji, kiedy włosy odmawiają posłuszeństwa i są wyjątkowo niesforne. Pełną recenzję możecie przeczytać TUTAJ. Bardzo lubię, ponowny zakup: TAK


Ufff i po styczniowych zużyciach, mam nadzieję, że luty przez to, że jest krótszy aniżeli styczeń nie wypadnie blado. Styczniowe zużycia uważam za zamknięte. A jak u Was z nimi jest? ;-)

20 stycznia 2012

SMOKY EYE w kolorze, czyli makijaż na konkurs u Samanity, odcinek 2

Odcinek 2, czyli smoky eye nadal w natarciu (vel. roztarciu) i nadal w kolorach. Dzisiaj mniej ogniście, mnie kolorowo, bardziej stłumione kolory, ale może i ten się spodoba:)


Co więcej... aparat ze mną w ogóle nie współpracował, nie łapał w ogóle ostrości, przez to okropne, zimowe światło, a później się rozładował :D



Makijaż robiony na potrzeby konkursu, który odbywa się u Samanity.
Konkurs trwa do 25 stycznia, do godziny 23:59, jeżeli również chcecie wziąć w nim udział zapraszam na bloga Samanity, gdzie dowiecie się wszystkich szczegółów:
http://samanita-makeup.blogspot.com/2012/01/konkurs-makijazowy.html

Jak Wam się podoba? 





Lista kosmetyków, które użyłam do wykonania makijażu:
- podkład MaxFactor, Panstick, 21
- róż Beauty UK
- błyszczyk Virtual
- kulki brązujące Paese
- tusz Maybelline Define-a-lash
- na linii wodnej brązowa kredka Joya
na powiekach:
Inglot, trójka 105  (błękit), Cote (seledyn), Inglot, trójka 114 (fiolet), Bell, bez numerku (czarny, dolna powieka i bardzo zgniła zieleń :D w załamaniu)



19 stycznia 2012

SMOKY EYE w kolorze, czyli makijaż na konkurs u Samanity

Pozwoliłam dzisiaj puścić wodze fantazji po raz kolejny i zmalowałam kolorowe smoky eye. Makijaż robiony na potrzeby konkursu, który odbywa się u Samanity.
Konkurs trwa do 25 stycznia, do godziny 23:59, jeżeli również chcecie wziąć w nim udział zapraszam na bloga Samanity, gdzie dowiecie się wszystkich szczegółów:
http://samanita-makeup.blogspot.com/2012/01/konkurs-makijazowy.html

Muszę przyznać, że niesamowicie, na samą myśl o smoku korcił mnie czarny cień, ale obeszłam się ciemną purpurą i to ona zadymiła to oko, w końcu jak kolorowe, to kolorowe :)

 Zapewne znowu za bardzo poszalałam z kolorami, ale oto gwóźdź programu:




Lista kosmetyków, które użyłam do wykonania makijażu:
- podkład MaxFactor, Panstick, 21
- róż Beauty UK
- pomadka GR, 99
- błyszczyk Vipera Small giant 24
- kulki brązujące Paese
- tusz Maybelline Define-a-lash
- na linii wodnej czarna kredka Mon Ami
na powiekach:
Inglot 430 pearl (złoto-żółty), Inglot double sp 477 (limonkowo-zielony), Inglot pearl 410 (rudy), Celia, brak numerka (pomarańczowa czerwień), Cote (purpura), Butterfly, brak numerka (jasny fiolet), Inglot, potrójny cień - nie pamiętam numeru :( (błękit na dolnej powiece)

19 grudnia 2011

Maybelline Dream Matte Mousse - czy rzeczywiście takie dream?

Ileż to podkładów udało mi się już przetestować, ile niewypałów wśród nich znalazłam... Można by o tym napisać książkę :)
Niedawno skuszona obietnicą o cudownej matowej piance od Maybelline nie mogłam pozostać jej obojętna. Powędrowała do mojego koszyka, ostatnio intensywnia testowany, a jaka jest moja opinia? Zagłębmy się nieco w ten temat :D








Po pierwsze - krycie. Określiłabym je jako - średnie. Nie ma rewelacji, bo większych problemów skórnych, mocniejszych zaczerwienień zdecydowanie nie ukryje (chyba, że by go napakować na twarz naprawdę dużo), ale wyrówna koloryt cery, delikatnie zakrywając małe przebarwienia, lekkie (!) zaczerwienienia. Dla szukających mocnego krycia - bez korektora ani rusz.

Po drugie - wysuszanie. Ja mam ostatnio problem z suchością skóry i niestety, ale ten pokład uwidoczni wszelkie suche skórki, co wygląda średnio estetycznie.

Po trzecie - konsystencja. Wielki plus, mi odpowiada. Kremowa, lekka konsystencja. Po nałożeniu pojawia się efekt gładkiej, "atłasowej" skóry. Nie czuć w ogóle na twarzy tego podkładu. Konsystencja rzeczywiście jest "piankowa". :D


Dalej... trwałość. Może tylko ja maziam cały czas dłońmi po twarzy i w jakiś magiczny sposób ten podkład znika z twarzy, ale on... naprawdę znika. Po 6-7 godzinach jak wracam do domu podkładu na sobie nie mam. Co prawda, ściera się równomiernie, nie zostawia jakiś placków, albo plam. Wymaga więc poprawiania w ciągu dnia, nawet jak nie będziecie nic robiły, tylko leżały i pachniały :D

Jeżeli chodzi o dobranie koloru... jestem raczej pozytywnie nastawiona, bo pomimo, że mój odcień w słoiku i na dłoni wygląda dość ciemnie, na twarzy - a jestem dość blada - ładnie się wtapia, nie tworzy efektu maski, myślę, że trafienie z kolorem nie będzie dużym problemem, bo raczej koloryt się wyrówna, chociaż niektóre kolory wyglądają dość nienaturalnie. 

Dużym plusem jest aplikacja. W moim przypadku to jest dosłownie moment. Coś idealnego dla śpiochów, którzy dłużej przytrenują rano oko i później latają jak poparzone. Dosłownie 5 sekund. Nie zostawia smug, "ślizga" się po twarzy, rach - pach i można wychodzić. Oczywiście obowiązkowe utrwalenie pudrem, bo wtedy by znikł chyba przed wyjściem z domu :D

Wracając do jego nazwy - matte mousse. Nie mam co prawda szczególnego problemu ze świeceniem się, ale myślę, że dla cery mieszanej i normalnej się sprawdzi. Ja się w każdym razie nie świeciłam. A czy do cery tłustej... no nie wiem czy da radę, może na początku, a później i tak zniknie :D

Cena, a wydajność. Hmm...30 zł za 18 ml. Patrząc na jego pojemność nie jest za tani, ale dość wydajny. Ja używam go jakiś czas, a jeszcze coś tam jest. Co prawda na spodzie, ale zawsze :D

Opakowanie. Producent zaszalał :D Szklane opakowanie, jak na takie małe coś to dość ciężkie, idealne, żeby dołożyć polskiej kobiecie do już i tak ciężkiej torebki. :D

Podsumowując, jestem tak pół na pół, bliżej w stronę: kupiłabym, ale wypróbuje coś innego :D Nie jest to mój kosmetyk wszechczasów, na pewno szukam dalej. Nie zraziłam się na pewno do musów, zdecydowanie polubiłam go za konsystencje i wtapianie się w skórę. Z tego co się orientowałam opinie są bardzo podzielone. Dla niektórych absolutny hit, innym podoba się tylko opakowanie. Polecam poszukać taniej na allegro i przetestować w chwili braku pomysłu na podkład. :D

13 grudnia 2011

Tusze pod lupą: Maxfactor, Maybelline, Rimmel

Wydaje mi się, że największy problem może przysporzyć znalezienie idealnego podkładu i... tuszu. Zależnie od wyglądu naszych rzęs poszukujemy innego efektu. Boję się nawet zacząć liczyć ile tuszy już wypróbowałam i ile pieniędzy na nie wydałam. Dzisiaj pod lupę weźmiemy 4 tusze:
Maxfactor - Lash Extension Effect
Maybelline - Volum' Express Curved Brush
Rimmel - Magnif'Eyes
Rimmel - Extra Super Lash






Zacznijmy może od zdjęciu i efektu jaki daje poszczególny cień. Wszystkie zdjęcia zrobione w tym samym świetle, po nałożeniu JEDNEJ warstwy produktu, bez wcześniejszego czyszczenia szczoteczki, aby zdjęcia były jak najbardziej wiarygodne. Dla porównania, żebyście mogły zobaczyć jaki efekt daje poszczególna maskara - pierwsze zdjęcie jest to zdjęcie rzęs bez wcześniejszego wytuszowania.
kliknij, aby powiększyć

Pierwszy pod lupę weźmy tusz Maxfactor - Lash Extension Effect.
Ja go po prostu uwielbiam. W sam raz dla kogoś, kto potrzebuje przede wszystkim wydłużenia. Pogrubiać, nie pogrubia jakoś szczególnie, ale doskonale wydłuża. Daje naturalny efekt przy jednej warstwie, każda kolejna nałożona warstwa nie powoduje sklejania rzęs, nie robi "żabich nóżek", nie ma grudek. Delikatnie podkręca, ale zdecydowanie nie jest to jej mocna strona. Na silikonowej szczoteczce nie zbiera się tusz, za każdym razem jak ją wyjmuję z opakowania jest jak dopiero co wyczyszczona. Pod tym względem miażdży pozostałe 3 tusze. Nie kruszy się w ciągu dnia, czarny kolor nie szarzeje w ciągu dnia na rzęsach. Na pewno kupię ponownie.
6,5 ml tuszu otrzymujemy za: 60zł



Drugim tuszem jest Rimmel - Magnif'eyes.
Kupiony kiedyś przez całkowity przypadek, niestety nie okazał się kosmetykiem wszechczasów. Po pierwsze - szczoteczka! Nie wiem czy to mój tusz był jakiś felerny, czy każdy egzemplarz jest równie nieudany. Wąska, o standardowej długości z bardzo krótkimi "włoskami". Sam pomysł może nie był zły, bo Maxfactor ma również wąską szczotkę, ale na tej rimmelowskiej tusz zbiera się niemiłosiernie. Efekt, który możecie zauważyć na zdjęciu jest jeszcze do przyjęcia, ale to szczyt możliwości tej maskary, bo druga warstwa skleja rzęsy i pojawiają się na nich grudki. Nie da się tego uniknąć, przynajmniej ja tego nie umiem. Szczoteczka nie jest silikonowa. Co prawda, jak już tusz nałożę, rozdzielę rzęsy i pozbędę się grudek to trzyma się dość długo, nie kruszy. Jeżeli ktoś ma naturalnie długie i gęste rzęsy i oczekuje jedynie podkreślenia to może i byłby zadowolony, jeżeli ktoś oczekuje "wow" to, to na pewno nie ten kosmetyk. Na koniec muszę dodać jeszcze jedną rzecz - ząbki w szczoteczce się powyłamywały od samego wkładania i wyjmowania z opakowania. Co prawda, nie wszystkie, ale tak ok. 1/4, co jeszcze bardziej sprzyja zbierania się tuszu na rzęsach. Na pewno nie kupię ponownie.
8 ml tuszu otrzymujemy za: 24,90zł

Trzeci już tusz to Maybelline - Volum' Expres Curved Brush
Bardzo lubię tę maskarę, chociaż nie jest idealna. Dość gruba szczoteczka, z gęsto rozłożonymi włoskami, nie jest sztywna, delikatnie się wygina. Tusz nie zbiera się na szczoteczce. Jeżeli chodzi o sam efekt - na zdjęciu widać efekt po nałożeniu jednej warstwy. Masakra nastawiona na pogrubianie i podkręcanie. Na zdjęciu możecie zobaczyć, że rzęsy są podkręcone. Druga warstwa nie powoduje grudek, a jeżeli ktoś umiejętnie nakłada tusz spokojnie może nałożyć trzecią warstwę i uzyskać efekt naprawdę ładnie podkręconych i gęstych rzęs. Przy "nie wprawnej" ręce początkowe aplikowanie tuszu może być kłopotliwe. Dość duża szczoteczka może odbijać się na dolnej powiece. Jeżeli ktoś go ma - radzę nie zrażać się na początku, tusz daje ładniejszy efekt jak lekko zgęstnieje - "im starszy tym lepszy" :D Utrzymuje się na rzęsach, nie kruszy, kolor nie blaknie. Zbiera dobre opinie i ja mu taką wystawiam. Polecam.
10 ml tuszu otrzymujemy za: 25 zł

Ostatni już bohater brany pod lupę to jeden z ostatnich zakupów: Rimmel - Extra Super Lash.
Wstrzymywałam się nieco z recenzją, bo chciałam "wyrobić" sobie o nim zdanie. Szczoteczka delikatnie zakrzywiona, na której końcu niestety tusz lubi się zbierać, przez to łatwo skleić sobie rzęsy jeżeli się spieszymy, albo po prostu nie jesteśmy "wprawione" w tuszowanie rzęs. Bardzo go lubię za wydłużanie i pogrubianie, oraz za mocną czerń na rzęsach. Jak same możecie zobaczyć - efekt na zdjęciu po jednej warstwie jest już zadowalający. Szczoteczka ma podkręcać rzęsy - szału nie ma, ale nie zostawia tych rzęs prostych, rzeczywiście delikatny efekt podkręcenia jest. Jeżeli tylko "popracujemy" z nim dłużej i damy mu zgęstnieć (zaraz po zakupie tusz był bardziej wodnisty, przez co okropnie sklejał rzęsy) to na pewno większość będzie z niego zadowolona... do pierwszy 3-4 godzin. A dlaczego? Niestety, ale w jednej kwestii przegrywa całkowicie z pozostałymi trzema, mianowicie - kruszy się. Po okołu 3 godzinach widać pierwsze "osypania", po ok. 8 godzinach już w ogóle znika z rzęs. Nie obędzie się bez poprawek w ciągu dnia. Wieczorem nie ma co zmywać, bo większa jego część się wykruszała, a szkoda... bo zapowiadał się ciekawie. Raczej nie kupię ponownie, ale na pewno zużyję do końca.
8 ml tuszu otrzymujemy za: 15 zł

Pierwsze miejsce u mnie otrzymuje tusz:
Maxfactor - Lash Extension Effect
Drugie miejsce:
Maybelline, Volum' Express Curved Brush
Trzecie miejsce:
Rimmel Extra Super Lash
I ostatnie, czwarte:
Rimmel, Magnif'eyes

 A jak wygląda Wasz ranking? Co polecacie?
Mam nadzieję, że post okazał się przydatny, bo się trochę naprodukowałam :D Jeżeli macie jakieś pytania - zapraszam do komentarzy :)

09 grudnia 2011

Makijaż #8 zgranaciałam

kliknij, żeby powiększyć

kliknij, żeby powiększyć
No cóż... zgranaciałam :D Bardzo szybki, wręcz ekspresowy makijaż, przy użyciu 3 cieni +  rozświetlacza w kąciku i pod łuk brwiowy. Miałam dzisiaj ochotę na coś mocnego, chyba dlatego, że od samego rana czułam weekend w powietrzu :D
Kosmetyki, które użyłam:
podkład: Kolastyna
puder: Inglot
baza: Inglot
cienie: Butterfly, Inglot
tusz: Maybelline
błyszczyk: Wibo
brązer: Paese
dokładne numery i nazwy zainteresowanym podam w komentarzu :)
Na ruchomą powiekę (pomijając wewnętrzny kącik) nakładamy mocny, granatowy cień, w zewnętrznym kąciku nakładamy równiez granat, ale trochę ciemniejszy, żeby nie uzyskać "płaskiego efektu". W załamaniu powieki ląduje fiolet - najlepiej jakiś ciemniejszy, ja użyłam odcienia zgaszonego. Rozcieramy i nakładamy jasny cień pod łuk brwiowy i w wewnętrznym kąciku. Ja użyłam po prostu bieli.

Jak Wam się podoba makijaż i świąteczny nagłówek bloga? :D

02 grudnia 2011

Makijaż #4 kolorowy zwyklak reaktywacja

I kolejny kolorowy zwyklak, zmalowany na szybko, bo nie miałam za dużo czasu, a później i światła, żeby zrobić dobre zdjęcia, a z lampą to nie to samo... :( Jak to mówią - szału nie ma:D
Jak Wam się podoba?

Kosmetyki, które użyłam:
Puder: Inglot transparentny
Podkład: Dream Matt Muss od Maybelline
Tusz: MaxFactor Lash Extention Effect
Kredka: Golden Rose
Baza: Virtual
Cienie: Inglot, Paese
Jeżeli kogoś interesują dokładne numerki i nazwy - pytać w komentarzu ;-)


28 listopada 2011

Makijaż #2 cytryna zrobiona na szaro

kliknij, aby powiększyć
Przybywam dzisiaj do Was z kolejnym makijażem. Jak na mnie przystało, oczywiście musi być kolor. Makijaż w wersji demo miał być bardziej cytrynowy, wyszedł bardziej szaro bury... no cóż, zrobiłam cytrynę na szaro :D Jak Wam się podoba?

Żeby zmalować coś podobnego należy...
od wewnętrznego kącika nałożyć jasny, żółty cień, mniej więcej do połowy powieki,
na środku cień trochę ciemniejszy od żółtego, lekko limonkowy, w zewnętrznym kąciku ciemny szary kolor. Wszystko dokładnie rozetrzeć, a następnie
w załamaniu nakładamy zgaszony różowy cień, również rozcieramy i voila!





Kosmetyki, które użyłam:
Puder: Paris Elegance
Podkład: Maybelline Dream matt muse
Róż: Le Max - Beauty Magic
Tusz: Rimmel Extra Super Lash
Baza: Virtual
Błyszczyk: Vipera - Sweet & Wet, odcień 6

27 listopada 2011

Makijaż #1 kolorowy zwyklak

Zwykły zwyklak, tylko, że w kolorze. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :)

Kosmetyki, które użyłam:
podkład: Maybelline - Dream matt muse, odcień Nude
puder: Paris Elegance, który możecie zobaczyć TUTAJ
róż: Beauty UK, który możecie zobaczyć TUTAJ
cienie: zwykła drogeryjna paletka no name, kolory: jasny fiolet, ciemny fiolet, jasny róż, turkus i czarny
brązer: końcówka mozaiki Margaret (opakowanie maksymalnie styrane, nawet nie znam dokładnej nazwy :D)
baza pod cienie: Virtual
błyszczyk: Juicy tubes z Editt Cosmetics (widoczny na pierwszym zdjęciu)
tusz: Rimmel Extra Super Lash, który możecie zobaczyć TUTAJ




Zoooooom na oczy.
W wewnętrznym kąciku dosłownie kropka jasnego, rozjaśniającego różu, następnie jasny fiolet, na środku powieki ciemny fiolet, w zewnętrznym kąciku odrobina turkusu, w załamaniu czarny cień.
Granice między kolorami, oraz czarny cień w załamaniu delikatnie roztarte.

Następnym razem postaram się dodać zdjęcie pędzelków. W tym makijażu zwykły pędzel typu koci język większy i mniejszy, puchacz i kulka z Essence.

Jak się Wam podoba? :)